Posted by Bezimienny on Lip 11, 2015

Veto, czyli mój pierwszy raz po szlachecku…

Nostalgia to takie dziwne zwierzę, które najczęściej dopada całkiem znienacka i jak już dorwie, to trudno się z jej łap wywinąć. W sumie nadal się zastanawiam, co tak naprawdę było najważniejszym powodem, dla którego pomimo deszczowej pogody i konieczności dojechania do centrum miasta wybrałem się do siedziby Wydawnictwa FGH (Fabryka Gier Historycznych), żeby zagrać w karciankę „Veto”. Do głowy przychodzi mi przede wszystkim nostalgia. I może jeszcze trochę tęsknoty.

instrukcja do gry karcianej Veto - okładka

Przyznaję szczerze, że odkąd wiele lat temu pewna popularna gra karciana mająca w nazwie magię i gromadzenie skutecznie wykosiła całą konkurencję,* przestałem dokładniej śledzić rynek karcianek w Polsce. Po pierwsze dlatego, że wtedy jeszcze miałem w co grać,** a i z zebraniem ekipy nie było większych kłopotów. Po drugie dlatego, że uznałem, że skoro normalni gracze najwyraźniej wymarli, zmienili zainteresowania albo totalnie zdebileli i wolą grać w pozbawiony nawet szczątkowej fabuły i nastawiony wyłącznie na drenowanie portfeli badziew z megaprostą mechaniką i ujemnym klimatem, to proszę bardzo, ale ja w tym udziału brał nie będę.*** A po trzecie akurat wtedy w moim życiu nastąpił znaczący przełom (czytaj: dostałem się na studia w Bardzo Dużym Mieście Daleko od Domu) i wyzwania intelektualne w postaci planszówek oraz karcianek zostały zastąpione przez wyzwania innego kalibru.****

Tak czy inaczej pogrywałem sobie w posiadane karcianki dużo rzadziej niż przedtem, niespecjalnie zważając na to, co się nowego na rynku pojawia, lata mijały i moje ukochane karcianki sprzed lat stały się w końcu naprawdę kolekcjonerskie. Jak się z kimś grało, to grało się proxami,***** bo oryginalnych kart było szkoda, aż w końcu żeby zagrać, trzeba było szukać chętnych po Internecie i najlepiej w stolicy. Żeby nie było, zauważyłem wydanie takich perełek jak na przykład „Thorgal” w 2002 roku.****** „Veto” też zauważyłem, ale to był już czas, gdy postanowiłem nie ładować się w kupowanie nowych kolekcjonerskich karcianek, bo z osobistych doświadczeń wiedziałem doskonale, ile trzeba zainwestować pieniędzy, żeby złożyć sensowną talię. I tym sposobem cichutko, pomaleńku moje granie w „żyjące” karcianki umarło. Aż do teraz.

W życiu bym nie wiedział, że jest coś takiego, jak „Szlacheckie środy” w Lublinie, gdyby nie to, że parę dni temu błąkałem się po czeluściach pewnego forum poświęconego grom planszowym (zajrzyjcie tam, naprawdę warto) i trafiłem na informację o spotkaniu w najbliższą środę, czyli 8 lipca o 18:00. Szybki rzut oka na zegarek (a potem za okno) upewnił mnie, że to już za 15 godzin, więc poszedłem spać obiecując sobie, że pojadę przetestować „Veto”, a co mi tam.

Dotarłem na miejsce idealnie na czas, wybrałem talię demostracyjną******* (wziąłem Awanturników, bo mi pasowali nazwą do mojego charakteru :D) i zasiadłem do stołu. Pierwsza partia trochę się rozciągnęła w czasie, co jest całkiem normalną sprawą, ale kiedy ogarnęliśmy z moim adwersarzem podstawy, kolejne rozgrywki potoczyły się o wiele szybciej. Dwa razy grałem Awanturnikami (ten drugi raz, żeby dać chłopakom szansę odkupienia swych win z pierwszej potyczki, ale mi się zbiesili i nic z tego nie wyszło) i dwa razy sromotnie poległem, potem z kolei zagrałem Wiśniowieckimi przeciwko Awanturnikom (wygrałem), Radziwiłłami przeciwko Dworskim (wygrałem), a na koniec Dworskimi przeciw Radziwiłłom (przegrałem po zajadłej, choć pod koniec partii już raczej tylko honorowej, walce). Zanim opuściłem siedzibę FGH otrzymałem jeszcze w prezencie wybraną talię demonstracyjną (zdecydowałem się na Radziwiłłów, choć strasznie mnie kusiło, żeby jednak wziąć Awanturników, którzy niesamowicie podpasowali mi klimatem) oraz jeden zestaw dodatkowy z edycji specjalnej, którego postanowiłem nie odpakowywać. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

gra karciana Veto - okadka zestawu dodatkowego w edycji specjalnej

Przejrzałem sobie też w miarę na spokojnie talię „złożoną na szybko” z takich bardziejszych kart na potrzeby turnieju, który odbywał się równolegle z naszymi rozgrywkami dla początkujących. I wiecie co? Okazało się, że „Veto” pięknie kontynuuje wieloletnią i bliską memu sercu tradycję bycia grą karcianą dla bardzo, bardzo złośliwych i wrednych ludzi – niektóre atuty były nawet bardziej niehumanitarne od znanych dobrze graczom w „Kult” kart w rodzaju „Mocobójstwa”, „Pokłosu”, „Ziemi niczyjej” i „Egzorcyzmu”. I to razem wziętych…

Ale w „Veto” grało mi się dobrze nie tylko dlatego, że można przeciwnikowi wyciąć taki numer, że sam Zagłoba by się nie powstydził. Spodobało mi się przede wszystkim to, że „Veto” nie jest grą prostą. Że trzeba myśleć, kombinować, uważnie patrzeć na pole gry i próbować przewidzieć, co się wydarzy za chwilę i jak może zareagować przeciwnik na to, co ja zrobię. Że w wielu fragmentach mechaniki odnalazłem rzeczy znane mi z moich ukochanych starych karcianek – zdobywanie Kresek jako żywo przypomina walkę o Żetony Ludu w „Kulcie”, podział na Frakcje i obecność dwóch obszarów do wykładania kart postaci niosą ze sobą lekką reminiscencję „Dark Edenu” (choć oczywiście elementy te różnią się znacznie pod względem funkcjonalnym), a Sienkiewiczowscy bohaterowie swoimi osobowościami przypominają pomyślanych równie klimatycznie, choć w całkowicie odmiennych realiach, Runnerów z „Shadowruna”.

Polubiłem też grafiki na kartach i w ogóle jakość wykonania kart – solidne, nie tak łatwe do zgięcia i odporne na ścieranie (zupełnie inaczej niż w „Doom Trooperze”), dobrze i czytelnie rozplanowane pod względem widoczności wszystkich istotnych dla rozgrywki informacji. Jedyne, do czego bym się przyczepił, to nieco zbyt mocno jak na mój gust wystylizowane litery oznaczające Czyny, Drobiazgi, Repliki i Zaznaczenie. Przy większej ilości tekstu na jakiejś karcie potrafią się stać mało czytelne, ale w rozróżnianiu pomaga ich podział kolorystyczny, poza tym najprawdopodobniej muszę więcej pograć, a będę rozpoznawał je odruchowo. I to jest chyba najlepsza rekomendacja dla „Veta”: po latach omijania „żyjących” karcianek i tylko pięciu partyjkach rozegranych ubogimi taliami (demonstracyjne mają po 30 kart, czyli połowę tego, co powinna zawierać talia standardowo) mam ochotę złożyć własną talię i spróbować powalczyć już na poważnie…

——————————————————————————-

* Nie wiem jak inni, ale ja osobiście uważam, że sukces wspomnianej gry to wypadkowa agresywnej reklamy, ubożuchnej mechaniki oraz odpowiedniego targetowania i wstrzelenia się w rynek we właściwym momencie. Spędziłem trochę czasu grając w tę karciankę (chciałem lepiej poznać arcywroga moich ulubionych gier) i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to prosta gra dla prostych ludzi, której największa siła tkwi właśnie w tej prostocie. Oraz w tym, że można się potem chwalić w towarzystwie tekstami w rodzaju „A moja biała talia jest warta tyle, ile ty zarabiasz przez pół roku!”

** „Kult”, „Shadowrun”, „Dark Eden”, „Doom Trooper”, a na dokładkę około pierdyliona planszówek Sfery, Encore, itd.

*** Po latach stwierdzam, że chyba jednak wysnułem wtedy zbyt pesymistyczne wnioski, z czego się bardzo cieszę. A rosnącą liczbę graczy poszukujących inteligentnej rozrywki na wysokim poziomie obserwuję z ogromną radością.

**** Swoją drogą ciekawe, czy dałoby się zrobić karciankę o zdawaniu egzaminów na uczelni… Przypuszczam, że tak 😀

***** Zakładam, że ten tekst może czytać ktoś, kto nie wie, czym jest proxowanie, spieszę więc z wyjaśnieniem, że proxy to karty wydrukowane ze skanów i wsadzone w koszulki lub naklejone na inne karty (najlepiej z najbardziej znienawidzonej przeze mnie karcianki z magią w tytule :D).

****** Nadal uważam, że to jedna z piękniej wydanych karcianek – i nie chodzi mi o jakość papieru, tylko o ilustracje na kartach. Obłęd.

******* Wybaczcie, ale nie cierpię zwrotu „demodeck”. Gorącą i szczerą nienawiścią darzę też określenie „deck”. Tu w Polszcze mamy talię, do kroćset!

Post a Comment

One Response to “Veto, czyli mój pierwszy raz po szlachecku…”

  1. korek pisze:

    Doskonała recenzja Veto! – przeczytałem z niekłamaną przyjemnością!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *